Od gorliwości do fanatyzmu

From Opus Dei info

Niniejszym przestrzegam ludzi dobrej woli, którzy zastanawiają się nad wstąpieniem do Opus Dei:


1. Przystępując do Dzieła nowy członek poświęca swoją wolność, swoją rozumność i człowieczeństwo:

Proszę Cię o wierność, która objawia się dobrym wykorzystaniem czasu, opanowaniem pychy i decyzją, aby być trwać w posłuszeństwie i ujarzmić wyobraźnię.[1]
Taki jest mój duch i taki ma być wasz, córki i synowie moi. Nie przychodzicie do Dzieła, żeby tu coś znaleźć. Przychodzicie, żeby się poświęcać, aby (z miłości do Boga) rezygnować z jakiejkolwiek osobistej ambicji. Wszyscy muszą coś zostawić, jeżeli chcą być skuteczni w domu i pracować tak, jak Bóg nas prosi: jak wierny osiołek, ut iumentum! Jedyną ambicją wiernego osiołka jest służyć, jest być pożytecznym.[2]
„Trzeba być posłusznym bez względu na koszty; choćby z narażeniem własnej skóry.[3]


2. Członek Opus Dei nie ma prawa kwestionować swojego powołania. Jest niewolnikiem swojego wyboru i nie ma prawa się wycofać:

Kto zobaczył jasno swoje powołanie, choćby jeden raz, nawet gdyby nigdy więcej go nie dostrzegł, musi iść za nim na zawsze z poczucia wierności, nie patrząc w tył, gdy już raz przyłożył rękę do tego pługa.[4]
Obowiązek spełnienia obietnic – pacta sunt servanda, według klasycznej sentencji – uznany został przez wszystkie ludy za obowiązek moralny, który nie wymaga dodatkowego uzasadnienia. Jego przestrzeganie jest warunkiem przetrwania każdej społeczności. W Nowym Testamencie używa się mocnych słów, aby opisać tych, którzy kierują się kaprysami: …ci są jak obłoki bez wody wiatrami unoszone... drzewa jesienne nie dające owoców, dwa razy uschłe, wykorzenione... rozhukane bałwany morskie wypluwające swoją hańbę... gwiazdy zabłąkane, dla których nieprzeniknione ciemności na wieki są przeznaczone...” (Jud 12-13)[5].
Stworzyciel wybrał nas od wieczności do tego życia całkowitego poświęcenia: wybrał nas przed założeniem świata (Ef I, 4). Nikt z nas nie ma prawa – cokolwiek by się wydarzyło – wątpić w swoje boskie powołanie. Mamy Boże światło, mamy siłę wewnętrzną daną za darmo przez Pana. Bóg chce – przy swojej wszechmocy – zachować naszą słabość; przy Jego świetle – ciemność naszej słabej natury. Szuka nas, aby nas odkupić dzięki realnej sile, w którą nie możemy wątpić. Poza tysiącami powodów, które rozważaliśmy innym razem, mamy taki zewnętrzny znak: fakt, że pracujemy z pełnym oddaniem w Jego Dziele, nie mając ku temu żadnego ludzkiego powodu. Gdyby Bóg nas nie powołał, nasza ofiarna praca w Opus Dei kwalifikowałaby nas do domu wariatów.[6]

Należy podziwiać logikę ukrytą w ostatnim zdaniu: obiektywnym dowodem na to, że ktoś ma powołanie, jest sam fakt, że znajduje się on w Opus Dei. Gdyby jednak opuścił Dzieło, wszelkie dobro, jakie uczynił w swoim życiu, przestałoby istnieć. Życie nie ma wartości samo w sobie. Jego wartość mierzy się przydatnością dla Dzieła:

Gdybyśmy nie postawili ostatniego kamienia w naszym życiu pełnym poświęcenia, nasze istnienie stałoby się czymś bezużytecznym, nie przydałoby się na nic.[7]


3. Najważniejszym obowiązkiem członka Opus Dei jest dbanie o to, by nikt, ani on sam, ani nikt inny, nie mógł odejść z organizacji. Cel ten osiąga się za pomocą inwigilacji:

Niezbędnym sposobem zapobiegania takim sytuacjom (zwątpieniu w swoje powołanie) jest uzyskanie z Bożą pomocą pełnej szczerości. Aby to osiągnąć, trzeba traktować taką osobę z dużą czułością, ułatwiając jej tym samym otwarcie duszy przed dyrektorami – bycie pokorną i uległą. Oto droga wytrwania (z łaską Bożą, której nie zabraknie).
Trzeba będzie pokazać jej Bożą dobroć i zachęcać ją, by żałowała. Mówić jej o prawdziwej wolności dzieci Bożych, która polega na tym, aby dać się uwarunkować, i która urzeczywistnia się w posłuszeństwie. Pokazać pomoc, jaką wierność przyniesie jej w wiecznym zbawieniu i szkody, jakie jej niewierność może wyrządzać tylu duszom. Należy poradzić jej, aby nie spieszyła się z podjęciem decyzji, której mogłaby żałować na zawsze. [...]
Poza tym należy dowiedzieć się, czy osoba ta ma zaufanie do kogoś obcego, czy zasięga rady u kapłana spoza Dzieła zamiast to robić u swoich braci, jaką otrzymuje korespondencję (może pisze do swojej rodziny, przyjaciół lub innych osób, co jej szkodzi), jakie czyta książki i czy ma trudności w swojej pracy.[8]
Nie omieszkam podkreślić, że bez pełnej szczerości niemożliwe jest wytrwanie.[9]
Bądźcie przekonani, synowie moi, że w sprawach wiary, czystości i powołania nie ma szczegółów małej wagi. Gdyby opisać drogę, jaką podążają ci, którzy odchodzą, na początku każdej z nich znaleźlibyśmy zawsze pasmo pozornie drobnych zaniedbań w sprawach wiary (np. w liturgii) albo w sprawach czystości (bo nie dba się o pilnowanie zmysłów), albo w sprawach powołania (bo dopuszcza się myśli przeciwne wytrwaniu, a należało je rychło odrzucić). Zapewniam was, że w tych sprawach nie ma zdarzeń małej wagi, bo skłonność do niewierności objawia się wcześnie coraz mniejszą radością w służbie Bożej.
Osoba, która odchodzi lub zamierza odejść, zdradza się malującym się na twarzy napięciem i gwałtownymi ruchami; rozmawia agresywnie (zwłaszcza w sprawach politycznych), jest bardziej przyjacielem ludzi, którzy propagują błędy – ludzi odległych, z którymi nie warto obcować – niż tych, którzy żyją u jej boku. Przestaje się modlić. Najbardziej pyszni spośród nich ukrywają ten kryzys pod przykrywką dumy, za wyniosłą, pseudointelektualną maską. Nigdy nie wiadomo, gdzie ci mężczyźni i kobiety ukrywają serce, aż do chwili, gdy okazuje się, że ulokowali je w sobie samych.
Córki i synowie moi, wyciągnijcie z tego naukę. Nie ufajcie nigdy własnej opinii. Chociaż mijają lata, chociaż moglibyście liczyć w dziesiątkach lata waszej wierności i wytrwałości, nie ufajcie sobie ani innym! Bądźcie czujni i pomagajcie sobie nawzajem.[10]

W sytuacjach kryzysowych wina zawsze znajduje się po stronie ofiary. Prałatura nie weryfikuje własnego postępowania nawet w obliczu kolejnych rezygnacji z członkostwa. Czy wypełniała swoje obietnice? Czy naprawdę zachowywała się jak rodzina? Czy kochała szczerze? Opus Dei we własnym mniemaniu jest nieskazitelne.


4. Opus Dei biurokratycznie usprawiedliwia własny brak poszanowania dla wolności sumienia:

Istnieje pogląd, jakoby nie można „zmuszać” do wytrwałości kogoś, kto znalazł się w trudnej sytuacji (obiektywnie lub subiektywnie). Uzasadnia się to w ten sposób, że zmuszanie do wytrwałości wywołałoby u danej osoby gorycz, oraz że Bóg nie może chcieć czyjegoś nieszczęścia. Łatwo zauważyć, że takie rozumowanie jest błędne i bardzo szkodliwe.[11]

W Opus Dei uważa się, że od każdego można wymagać wbrew jego woli. Nie wolno przy tym okazywać litości:

Gdyby ze względu na pewne okoliczności pojawiła się pokusa, żeby z powodu pozornej „dobroci” lub „wyrozumiałości” umniejszyć wymagania Boga wobec kogoś, należy pamiętać, że poddanie się temu oszustwu wyrządziłoby zawsze ciężką szkodę Dziełu i duszom – na krótszą lub dłuższą metę.[12]

Bezwzględność Opus Dei nabiera cech okrucieństwa wobec ludzi chorych, gdyż prałatura odbiera im prawo decydowania o swoim losie:

Gdyby [osoba chora] myślała o opuszczeniu Opus Dei, należy wysłuchać jej ze spokojem, nie ulegając uczuciu strachu i nie okazując lekceważenia. Należy jednak, dbając o formę, przypomnieć w sposób nie podlegający dyskusji, że Bóg daje powołanie na zawsze. Z drugiej strony jest oczywiste, że osoba taka nie jest w stanie, w którym mogłaby normalnie rozumować, a tym bardziej podejmować decyzje, których mogłaby później żałować.[13]

Do takich właśnie przekonań doprowadza „formacja”, jakiej poddawani są członkowie prałatury. Myślę, że czytelnikowi łatwiej jest teraz zrozumieć, dlaczego dyrektorzy Dzieła tak pilnie ukrywają swoje regulaminy wewnętrzne. Gdyby te informacje stały się jawne i szeroko dostępne, Dzieło zostałoby uznane za sektę przez władze cywilne i zwalczane na równi z innymi sektami.




  1. Św. Josemaría, list Videns eos, 24.03.1931, nr 45.
  2. Św. Josemaría, list Res omnes, 09.01.1932, nr 85.
  3. Św. Josemaría, krąg z 10.06.1962.
  4. Św. Josemaría, spotkanie 23.06.59 (Crónica, VI-58, s. 7).
  5. Doświadczenia o sposobie prowadzenia rozmów braterskich, 19.03.2001, s. 194.
  6. Św. Josemaría, list Videns eos, 24.03.1931, nr 47.
  7. Św. Josemaría, spotkanie 19.03.72 (Crónica, IV-72, s. 53).
  8. Doświadczenia o sposobie prowadzenia rozmów braterskich, 19.03.2001, s. 197.
  9. Św. Josemaría, list 14.02.1974, nr 22.
  10. Św. Josemaría, list 14.02.1974, nr 21.
  11. Doświadczenia o sposobie prowadzenia rozmów braterskich, 19.03.2001, s. 192.
  12. Doświadczenia o sposobie prowadzenia rozmów braterskich, 19.03.2001, s. 106.
  13. Doświadczenia o sposobie prowadzenia rozmów braterskich, 19.03.2001, s. 207.


Poprzedni rozdział Spis treści Następny rozdział
Od powołania do uwięzienia Byłem w Opus Dei - Fakty, świadectwa, dokumenty Od gorliwości do fanatyzmu


What links here
Personal tools